Podróż poślubna cz.2

No i stało się. Nadszedł dzień wyjazdu. Czerwcowy piątek. W planie Bytom (sprawy inne, nie związane z wyjazdem) później nocleg w Warszawie. I tu ciekawostka. Nocleg w hotelu, a raczej w hoteliku.
Dlaczego? Otóż dla tego, że z tym miejscem wiążą się wspomnienia z czasów naszego narzeczeństwa.
Do miejsca o miłej nazwie Hotelik Jankowski trafiliśmy kilka lat temu całkiem przypadkiem.
Jeszcze, kiedy nie byliśmy narzeczeństwem, postanowiliśmy sobie pojechać gdzieś na wycieczkę.
Warszawa okazała się naszym miejscem docelowym.
Ponieważ wtedy jeszcze byłem posiadaczem Opla Astry, nie mogliśmy sobie pozwolić na nocleg w samochodzie, a w ogóle nie myśleliśmy o takiej formie noclegu.
Hotel musiał być😊 W drodze przypadku i ceny wybraliśmy właśnie Hotelik Jankowski.
Tak nam się spodobało, że gdy tylko wybieraliśmy się do Warszawy, a było jeszcze kilka wycieczek, zawsze zatrzymywaliśmy się właśnie tam.

Więcej o tym obiekcie będziecie mogli przeczytać w zakładce recenzje.

Wracając do celebrowania tygodnia poślubnego. Jak już wspomniałem naszym celem na ten dzień był obiekt hotelowy. Po drodze z Bytomia nie obyło się przeszkód w postaci gigantycznych korków na trasie. Ogólnie plan był taki, że ciśniemy trasą przez miasto świętej wieży. Tak też zrobiliśmy. Będzie szybciej.
Byłoby gdyby nie dwa wypadki oddalone od siebie o około kilometr. Korek gigant. Rozwiązanie samo się nasunęło. Objedziemy go, nie będziemy przecież stać, tym bardziej, że na zewnątrz było w okolicach +35 stopni. Jak się okazało warto było poczekać w korku na trasie, ponieważ na pomysł objechania korka wpadliśmy nie tylko my ale i mniej więcej połowa kierowców czekających na udrożnienie DK1. Tak więc mieliśmy dużo czasu na kontemplowanie świętego miasta. Ruszyło się. Jedziemy. Wróciliśmy na trasę i napełnieni optymizmem, dziarsko zostawiamy za sobą kolejne kilometry. Było ich „aż” 15, bo co? Bo znowu korek. Tym razem w okolicach Mykanowa.
Pomyśleliśmy wtedy, że jak tak dalej będzie szło, to czas potrzebny nam na dojechanie z Częstochowy do Warszawy będziemy mierzyć kalendarzem. Odstaliśmy swoje i dalej w drogę. Po około 5 kilometrach drogowcy uświadomili nam, że na drodze ważna jest pokora i cierpliwość. Korek.
Teraz podziwiamy z samochodu, stojąc na „rozgrzanej patelni” przydrożne krzaki na wysokości Kruszyny.
Dwadzieścia minut jednak całkiem szybko minęło i z niedowierzaniem, że to koniec smażenia się na upalnym słońcu po środku niczego. Nic bardziej mylnego.
Miasto Radomsko i okoliczne sioła też chcą być podziwiane przez poirytowanych, spoconych kierowców. I tak upłynęło nam kolejne 25 minut naszego życia. Na szczęście to był już przedostatni test na cierpliwość. Ostatni odbył się w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego.
Tam tylko szybkie 15 minut walki o skręt w prawo i jedziemy, jedziemy do stolicy.  

Dodaj komentarz